piątek, 5 maja 2017

Zara Larsson 'So Good'

Co jakiś czas ze skandynawii pojawia się nowa wokalistka  która szturmem podbija rynki zagraniczne. 20 letnia Zara Larsson to wokalistka pochodząca ze Szwecji. Popularność zdobyła w 2008 dzięki udziałowi w szwedzkim talent show Talang, gdzie zaśpiewała piosenkę Celine Dion.
1 października 2014 wydała  swój debiutancki album '1' które otrzymało status platynowej płyty.
W tym roku wydała drugi album (a pierwszy międynarodowy). Czy płyta 'So Good' jest rzeczywiście so good? Zapraszam do recenzji.



Krążek zaczyna ballada skierowana do fanów wokalistki 'What They Say'. Piosenka mówi o tym by nie przejmować się opinią innych ludzi, może przekaz piosenki dla normalnego słuchacza może się wydawać banalny, ale osobom brakującym pewnośći siebie pomoże uwierzyć w swoje możliwości. Utwór zyskałaby w moich uszach w wersji akustycznej na samym pianinie. 



Druga piosenka to ta od której zaczęła się międzynarodowa kariera Zary 'Lush Life', ubrana w taneczny bit od razu stała się ulubieńcem stacji radiowych. Jest to jedna z mocniejszych pozycji na płycie. Nie będe się rozpisywał o warstwie tektowej ponieważ jest to kolejna piosenka o zerwaniu.


Kolejną kompozycją jest też taneczne 'I Would Like'. Piosenka sampluje utwór jamajskiej wokalistki Sashy 'Dat sexy body'. Szkoda, że artystka tak szybko zrezygnowała z promocji tego kawałka. Ten sam fragment piosenki jamajskiej wokalistki użyła Jenifer Lopez w kompozycji 'Sexy Body' 

To teraz przechodzimy do tytułowego 'So Good', które równie dobrze mogłoby się znaleźć na 'Dangerous women' Ariany Grandy. Utwór jest przyjemny w odbiorze, ale na tle innych kompozycji wypada blado. Szwedka śpiewa o tym, że jest  jedyna w swoim rodzaju.W utworze możemy usłyszeć przereklamowanego Dolla $ign. Amerykański raper jest zbędny w tej kompozycji ponieważ nic do niej nie wnosi. Singiel równie dobrze brzmi bez niego.



Jak większość wydawanych obecnie  płyt możemy znaleźć kompozycje w klimacie tropical house 'TG4M'. Jest to dobry utwór, ale piosence brakuje punktu kulminacyjengo.

 Balladowe 'Only you' zrobił na mnie dobra wrażenie, ale jeśli chodzi o ballady to najbardziej podoba mi się I can't fall in Love Without You'.
                                                       '

                                                       

Singlowe 'Never Forget You' zgrabnie łączy spokojne zwrotki z EDM refrenem. MNEK świetnie wpasowuje się do tej kompozycji. Artyści uzupełniają się nawzajem.
Sundown jest najsłabszą kompozycją na płycie. Nie poświęce jej za dużo czasu na tej recenzji. Utwór brzmi jakby był odrzutem z płyty 'Purpose' Justina Biebera.                                                                                                                                                                    


'Dont Let Me Be Yours' jest świetne pod względem lirycznym a zwłaszcza fragment.
Would you still want me?
Without no makeup on my face?
Without alcohol in your veins? 
                                                         
               Zwrotki są w porządku, ale mocniejszy refren psuje odbiór całego utworu.                                                                                                        

 'Make That Money Girl' jest mało wyraziste. Słychać tu inspirację 'koleżankami zza oceanu'.
Zara mogłaby zastąpić ten singiel 'Permission' czy 'Wanna', którymi podzieliła się z nami wcześniej.
                                     
                                            
                                                
                                       
                                 
                                               
'Ain't my fault' słysząc  ten utwór zastanawiałem się. Czy to Rihanna? Szwedka zaserwowała nam r&b romansujące z trapem. Dobry utwór, ale irytują mnie trapowe wstawki. Piosenka mówiąc wprost jest o odbijaniu chłopaków.



Następnie na płycie znajdziemy trzy ballady  'One Missisipi','Funeral' i  'I can't fall in Love Without You'. Trzy ballady ale to ostatnia,  najbardziej chwyciła mnie za serce.
Wydawnictwo zamyka wzruszajce 'Symphony' z Clean Bandit. Jest to najlepsza piosenka na tym krążku, nastawiona na europejski sukces.


PODSUMOWANIE:
Jak większość popowych albumów do jej produkcji zatrudniono mase producentów i tekściarzy.
Patrząc na listę autorów ciesze się że Zara jest współautorką niektórych piosenek ponieważ to pokazuje, że artystka ma w pewnym stopniu kontrolę nad swoim materiałem. Co do wydawnictwa to problem jest taki, że każdą z tych piosenek mogłaby by zaśpiewać jakakolwiek popowa piosenkarka. 
Mam nadzieję, że artystka poszuka własnego brzmienia, które usłyszymy a jej drugim albumie.

                                               OCENA
                                                   6/10




10 komentarzy:

  1. http://sin-nancy.blog.pl/5 maja 2017 20:40

    Nie miałam pojęcia, że ona jest Szwedką :) Album średnio mnie wciągnął, poza dobrze wszystkim znaną "Lush life" niewiele kawałków mnie zainteresowało, a przy niektórych jak "I would like" wręcz parskałam ironicznym śmiechem, bo ciężko brać na poważnie kogoś, kto nagrywa takie przeboje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak podoba ci się Symohony i Never forget you?

      Usuń
  2. O tym albumie szeroko pisze blogosfera, a ja jakoś nie mogę się przemóc, by sprawdzić. "Lush Life" uwielbiam, to perfekcyjny popowy numer, w którym Zara pokazuje swój unikatowy styl. Natomiast z każdym singlem coraz mniej jest wychodzenia przed szereg popowych gwiazd, a więcej prób podążania za współczesnymi trendami w muzyce. Takie "Ain't My Fault" brzmi jak chęć bycia Rihanną, "I Would Like" mógłby nagrać ktokolwiek. To nie są złe numery, ale nie mają tej świeżości, nośności "Lush Life"... "Symphony" jest jeszcze fajne, ale to dlatego, że Clean Bandit...

    http://tojestlista.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co myślisz o tytułowym So good?

      Usuń
    2. Nie podoba mi się kompletnie... chyba nawet nie dosłuchałem do końca. Z tego, co pamiętam, to strasznie nijaki to był numer...

      nowe notowanie na http://tojestlista.blogspot.com/ ;)

      Usuń
  3. Mam w planach, ale trochę się obawiam. Ten współczesny pop do mnie nie przemawia.
    Nowa recenzja na the-rockferry.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Reckless Serenade8 maja 2017 14:24

    Przesłuchałam raz ten album, ale nie zachwycił mnie jakoś bardzo. Tytułowe "So good" to chyba jedyne co wpadło mi w ucho, ale poza tym niewiele pamiętam. Wrócę do tej płyty na pewno przy jej recenzowaniu.
    Pozdrawiam!
    www.reckless-serenade.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Nowa recenzja na http://the-rockferry.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. zapraszam na nowe notowanie na http://tojestlista.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie również płyta za bardzo nie wciągnęła, bez szału.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń